Rozpoczynamy kolejny, niezwykle intensywny miesiąc. Pogoda również się do nas uśmiecha – w końcu spadł śnieg, czyli świąteczny klimat mamy załatwiony. Nasze domy przystroją niebawem lampki, ozdoby i dźwięk nastrojowej muzyki. Nasze „harcerskie” głowy myślami odlatują już tylko do jednego – Betlejemskie Światło Pokoju. Ale o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?

Jedziemy do Zakopanego, bierzemy udział w przygotowanym dla nas programie, bawimy się, poznajemy niezwykłych ludzi, odbieramy światło…i co dalej?

Co roku harcerze z całej Polski zjeżdżają się w jedno miejsce aby odebrać…płomień? Tak wygląda to z zewnątrz, jednak w tym wszystkim można znaleźć coś dużo głębszego, niż tylko wyjazd w góry. To właśnie przyświecająca całemu procesowi idea czyni to nie tylko ogniem, a wyjątkową więzią łączącą ludzi na całym świecie. Wróćmy więc do początku; skąd bierze się światło i jak do nas trafia? Swoją drogę przez świat zaczyna w Betlejem, skąd udaje się w sztafetę po całej kuli ziemskiej. Ludzie zatrzymują się i dzielą wspólnym darem. To właśnie ten moment jest tak niezwykły – kiedy spotkane, często przypadkowo, osoby rozdają światło które łączy. To zaledwie chwila, jedno wymienienie uśmiechu, wzroku czy dotyku, a daje coś tak niesamowitego, czyli radość i pokój.

Dzięki temu światło ma możliwość dojścia tam, gdzie wydaje nam się, że potencjalnie ciężko się dostać – ale może to właśnie ten znak? Płomyk dostaje się do szkół, firm, domów czy szpitali. Ludzie w każdym z tych miejsc wierzą, że przyniesie to coś dobrego. Czy to właśnie nie jest w tym wszystkim niezwykłe?

Dlatego pomyślmy w tym roku podczas powitania Betlejemskiego Światła Pokoju jak wielką ma ono moc i jak wielka jest nasza służba podczas podawania go dalej – możemy być z siebie dumni, ponieważ robimy naprawdę wielkie rzeczy, nawet gdy na świecie nie dzieje się najlepiej. Czyńmy Pokój.